poniedziałek, 30 marca 2015

Rozdział 4 - ''Już czas''

Mężczyźni podnieśli go i zanieśli nad rzekę.Położyli go na liściu Lili.Położyliśmy kwiaty i nasze wspólne zdjęcie włożyli w nie,a obok jego roześmianego.To było takie ciężkie patrzeć na to,że ukochana osoba odchodzi i już jej więcej nie zobaczysz.Wypchnęli liść.Popłynął.Zaczęliśmy śpiewać jego ulubioną pieśń.Po skończeniu pieśni wróciliśmy do wioski.Ogłoszono żałobę.Na placu była ceremonia pomszczenia.Nie miałam siły na niej być więc wróciłam do domu.Zaczęłam się pakować na drogę.Musze pomścić ojca.Znajdę tą jaskinie.
-Co ty robisz?-do pokoju weszła mama.
-Pakuje się
-Gdzie ty chcesz teraz iść?
-Do kryształowej jaskini.
-Ona może nie istnieć.
-Nie ważne.Znajde ją-pozostałam nie wzruszona.
-Nie poradzisz sobie sama.
-Tata we mnie wierzy,to ja w siebie też.
-Jesteś już dorosła.Ale martwię się o ciebie.
-Mamo dam sobie radę.Teraz chce się spakować.
-Zrobisz co chcesz.-mama wyszła.
-Nie dasz rady-do pokoju wszedł David.
-Ale z czym?
-Nie poprowadzisz stada.Oddaj kryształ.
-Nie.Dostałam go od taty.A stada nie będę prowadzić.
-Taka jest tradycja że kryształ dziedziczy ta osoba co ma prowadzić stado.A tak w ogóle co ty robisz?
-Pakuje się.
-Gdzie jedziesz?
-Coś znaleźć.
-To oddaj kryształ bo go zgubisz.
-Nie!Nie jestem dzieckiem!-trochę uniosłam głos.
-Jesteś ta przemiana nic nie znaczy!Zachowujesz się jak dziecko!-on też prawie krzyknął.
-Ale to ja dostałam kryształ!
-Tata zrobił wieli błąd.On zrobił to z przymusu.
-Wyjdź stąd!-wyszedł i to szybko.Co to miało znaczyć?Z przymusu?Spakowałam się do końca i chciałam iść spać.Jeszcze zapisałam pamietnik.
''Drogi pamiętniku''

''Dzisiejszy dzień miał być najlepszy.Dzisiaj miałam stać się częścią stada.A zamiast tego mój ojciec przekazał mi władze.Czemu?David był następcą.Co oznaczają moje oczy.Powinny być brązowe,a nie niebieskie.Wyróżniam się.Nie chce.Już ich nienawidzę.David jest wściekły.Też bym była na jego miejscu,ale nie jestem.
Zamierzam wyruszyć do kryształowej jaskini,może tam dowiem się czegoś o sobie o tych białych wilkach i o krysztale.''
Schowałam go do plecaka i położyłam się spać. 
Gd y wstałam poszłam do kuchni,ale nikogo tam nie było.Mama pewnie poszła pod Magic Ow pod nasze święte drzewo.Na nim zostawało wyryte data śmierci ważnej osoby.Rodzina zmarłej osoby nawet takiej jakiej nie było wyryte na drzewie kładło kwiaty na każdym bukiecie było napisane imię zmarłej osoby.Wzięłam plecak na plecy i poszłam do kuchni.Wzięłam moje ulubione pianki i trochę kanapek.Napisałam kartkę dla mamy.

Wyszłam z domu.Jeszcze udałam się do Sary.Oznajmiłam jej,a ona była zdziwiona.Powiedziała,że jestem szalona i że by poszła ze mną ale nie może.Urodził jej się braciszek.Szybko od niej poszłam.Szłam powolnym krokiem rozglądając się.To nie było łatwe zostawić miejsce w którym się wychowałam.W końcu stanęłam przed bramą.Obróciłam się do tyłu i dosłownie zobaczyłam siebie biegającą z Sarą i innymi.Uroniłam jedną łzę,która spadła na ziemię.Rósł tam nierozkwitnięty kwiat.Gdy ona na niego spadła kwiat rozkwitł.Zerwałam go i włożyłam do małej kieszonki  w plecaku.
-Już czas-powiedziałam do siebie i przekroczyłam bramę. Wioska jest położona na górze więc musiałam z niej zejść.Gdy zeszłam spojrzałam jeszcze raz w górę i się obróciłam i poszłam.Szłam przez pole,przemieniłam się w wilka trochę było ciężko ale się udało.Zaczęłam biec.



niedziela, 8 marca 2015

Rozdział 3-''Słońce przed burzą''

-Wszystko poszło znakomicie.-wtrąciła się szamanka.
-Trochę mi słabo-powiedziałam i zaczęłam się chwiać.
-Usiądź-zaprowadziły mnie do stołu,gdzie już czekał posiłek.
-Czas na ucztę!-krzyknął tata i usiadł obok mnie.-Jestem z ciebie dumy-zwrócił się do mnie.Uśmiechnęłam się i zaczęłam jeść.
Wszyscy się dobrze bawili.Tańczyli śpiewali i jedli.W naszej wiosce zaoponowało szczęście,każdy był dla drugiego miły,pomocny.Ale nagle usłyszeliśmy wycie.Wszystko ucichło.Jeszcze raz ten dźwięk.
-Koło obronne!-krzyknął tata-kobiety i dzieci do środka.Przemiana już,już!-krzyczał tata.
Wszyscy zaczęli się przemieniać.Mężczyźni zrobili koło wokół nas.Wszyscy byli przygotowani.Zapanowała cisza.
-Czekać na znak-ostanie wycie i było widać wilki.One nie były podobne do nas,ani trochę.Ich sierść była biała,coś podobna do mojej,ale poszarpana.Widać było rany na skórze,albo w ogóle brak jej.Te wilki całkiem różniły się od nas,nie tylko sierścią.Ogromnie łapy i zęby wystające ze szczęki oznaczały,że były to wilki łowcy.
-Śnieżne wilki-wszyscy zawarczeli,pierwszy raz widziałam taki widok.
-Tata-podeszłam do niego
-Idź do środka!-warknął
-Ale...
-Już!-cofnęłam się.Wiem,że tata chce nas bronić,ale przecież mogę pomóc.
Wilki podeszły bliżej.Krok,po kroku zbliżały się do nas.
-Czego tu chcecie macie swoje miejsce!-zawarczał tata.
-Przyszliśmy po wybrankę.Nasza królową jej oczekuje.-powiedział ten największy.
-Nie dostaniecie jej!-teraz to tata był wściekły.Ale o jaką wybrankę chodzi.
-Oj Peter,Peter nie jesteś już taki żwawy,jak kiedyś
-To się jeszcze okaże!-tata rzucił się na niego.W tej chwili zaczęła się walka.Matki przytuliły bardziej dzieci.
-Mamo-podbiegłam do mamy,która odparła atak jednego z lewej strony.
-Uważaj!-Obie nachyliłyśmy się ,biały przeskoczył nad nami.
Walka trwała kilka minut.Śnieżne wilki wygrywały.Jeden wywiódł mojego ojca na czubek góry.Tata już był słaby,bardzo słaby.No cóż jest coraz starszy i nie codziennie toczy takie walki.Nie stałam bezczynnie.Pobiegłam w tamtą stronę.Już byłam blisko,gdy nagle jakiś wyskoczył mi na drogę.Nie zatrzymując się biegłam dalej.Przeskoczyłam go.Już byłam na samej górze.Patrze tata pada na ziemię.
-Tato!!-podbiegłam do niego.Przeciwnik stał i się przyglądał.
-Elion.Uciekaj.-ledwo żył.
-Nie,tym razem nie.-moje oczy zalśniły,widziałam to w jego oczach,tylko blask.
-To ty pójdziesz z nami,albo twój tata do końca zginie-myślał,że mnie zastraszy.
-Nie mam zamiaru.
-Twój tatulek już nie żyje,nie miał szans wygrać z nami.
-Nieeeeeeeeee!!!!!!-krzyczałam tak głośno,że ziemia zaczęła się ruszać.Było widać fale dźwięku.Wilk wyleciał w powietrze i uderzył w drzewo.
Dopiero wtedy przestałam krzyczeć.Nie obchodzili mnie już oni.
-Tato!Słyszysz mnie?!Powiedz coś.!Tato proszę!
Podbiegła do mnie mama.
-Peter!
-Mamo pomóż.-mama usiadła obok mnie.Zebrali się wszyscy.
-Elion,dziecko-wyszeptał tata-Weź mój kryształ-zdjęłam tacie z szyi.-noś go dumnie.Teraz ty go odziedziczysz.
-A ja?-odezwał się Peter.
-Będziesz jej pomagał w rządzeniu.
-Ja nie dam rady.Tato.
-Dasz rade wieże w ciebie-jego głos coraz bardziej słabł.
-Alice opiekuj się nimi.Wieże,że godnie mnie zastąpią.
-Tato nie mów tak.
-Mój czas się skończył.

-Nie,prosze nie odchodź.Kocham cię tak bardzo.Nie poradze sobie sama-płakał coraz bardziej.Po moich łzach zostawały czerwone kanaliki.To nie były łzy bólu,tylko złości.
-Dasz rade....wierze w ciebie...-zamknął oczy.
-Tato!Tato,obudź się,otwórz oczy.
-Elion,już go nie ma-mama mnie przytuliła.Płakałam i to bardzo,jakby ktoś zabrał mi połowę serca,a ta druga została sama.Stado zaczęło wyć,na cześć moje ojca,za jego poświęcenie.Założyłam na szyje kryształ.Zabłysnął niebieskim światłem.Wstałam.
-Nie zawiode cię ojcze.Pomszczę cię.Zobaczysz będziesz ze mnie dumny.

niedziela, 15 lutego 2015

Rozdział 2 - ''Najlepszy dzień''

Wszyscy umilkli.Taka cisza stresowała mnie i to bardzo.Nie wiedziałam co będzie,jak pójdzie,tysiące pytań w mojej głowie.Miałam mętlik
-Drogie dziecko,już nadszedł czas,abyś dołączyła do nas całkowicie-powiedziała szamanka.Była ona najmądrzejszą osobą w wiosce,zawsze prowadziła ten rytuał-dzisiaj staniesz się całkowitym wilkiem.Czy jesteś gotowa do przemiany?
-Tak,jestem.-odpowiedziałam z lękiem w głosie
-Zatem zacznijmy-przeszłyśmy do wielkiego kręgu,k/tóry znajdował się na samym środku góry.Szamanka powiedziała,że ma stanąć w środku kręgu.
Etap Wzroku.
Etap Słuchu.
Etap Przemiany
Etap Wycia.
-Będziesz podchodzić do etapów w takiej kolejności,pamiętaj nie możesz tego przerwać,każdy etap jest trudniejszy,każdy potrzebuje więcej energii niż poprzedni.Efekty nie są nie odwracalne,pamiętaj.-przestrzegła mnie szamanka.Jeszcze bardziej czułam strach.Może źle robię?
-Dobrze.
-Rytuał uznaje za rozpoczęty!-krzyknęła  i wszyscy podnieśli głosy.Po chwili starsza kobieta podniosła ręce do góry machnęła nimi w bok.Nagle wszyscy zamilkli.Przełknęłam ślinę.
-Etap 1.Etap Wzroku
Stałam w środku tego wielkiego kręgu.Kobieta podeszła do mnie i  przemieniła się w wilka.To było niesamowite,widziałam to już tyle razy,a nadal mnie zachwyca.
-Słuchaj uważnie-powiedziała-musisz patrzeć mi się prosto w oczy i nie myśleć o niczym innym,oczyścić umysł.Zamknij je-zrobiłam to,myślałam tylko o przemianie,o tym że chce być jedną z nich.Wtedy się nie bałam.
-Otwórz i spójrz na mnie.
Wpatrywałam się w nie i widziałam siebie,moje oczy zaczynały lśnić.Jakaś siła nas połączyła,czułam to bardzo dobrze.Już po kilku minutach trochę bolała  głowa.
-Zaraz koniec-powiedziała szamanka,jakby czuła to co ja.Nagle zamknęła oczy,wiedziałam ,że muszę zrobić to.Tak też się stało.Gdy je otworzyłam szamanki nie było.
Przy moich nogach była kałuż czystej wody,spojrzałam w nią i zauważyłam,że moje oczy są  niebieskie.To niesamowite,same się zmieniły,przecież miałam je zielone.Nie mogłam się nadziwić,patrzyłam się ciągle i nie mogłam uwierzyć.Spojrzałam na rodziców,byli zdziwieni,chyba moimi oczami,czy coś poszło nie tak?Zrobiłam coś źle?Znowu te pytania,ahhh.
-Coś się stało?-zapytałam mamy
-Nic,wszystko dobrze przebiegło,ale twoje oczy...-przerwała
-Moje oczy co?-boże co się stało?
-Zmieniły kolor.
-A tak nie miało być?-dziwne
-Miało...-mama nie dokończyła zdania,szamanka zabrała głos
-Etap 2.Etap Słuchu.- kiwnęła ręką w  górę i w dół,na ten znak wszyscy się przemienili w wilki.Spostrzegłam,że podchodzą do kręgu,otoczyli mnie.
Szamanka zawyła,raz,drugi a przy trzecim  dołączyła reszta stada.
Słyszałam tylko szum w głowie,i to wielki.Jakbym miała w głowie wodospad.Ten odgłos był nie do wytrzymania.Złapałam się za głowę,teraz zaczęło boleć.Myślałam,że mnie rozsadzi,to pewnie ten najtrudniejszy etap,ale czemu jest jako drugi?Nie czas teraz na pytania.Zaraz mi głowę rozsadzi.
Nie wytrzymam.Zacisnęłam pięści i zamknęłam oczy,ale nic nie dało.Bolało coraz bardziej,myślałam,że zemdleje i zrobił mi się trochę słabo.Upadłam na kolana.Gdy otworzyłam oczy zobaczyłam,że mama chciała podbiec,ale dwa wilki ją zatrzymały.
-Da rade-powiedziała szamanka.Próbowałam wstać.
-Stop!-krzyknęłam
-Jeszcze.
-Już nie mogę-mówiłam przez zaciśnięte zęby.Nagle straciłam czucie w nogach i upadłam,podparłam się na rękach.
-Co się dzieje?!-zapytała mama-jej oczy świecą!-po tych słowach skończyło się,ból zniknął.
Podeszła do mnie szamanka i położyłam na moim barku rękę,poczułam się trochę lepiej.Przyniesiono mi wody.Napiłam się.
-Co to było?-podeszła mama,widać martwiła się.
-Każdy inaczej reaguje.-odpowiedział jej szamanka.
-Ale jej oczy lśniły nigdy tak nie było.-mama była strasznie zdziwiona
-Ona jest wyjątkowa-powiedziała szamanka,wstałam.
-Wszystko dobrze?-zapytała mama
-Tak jest ok.
-Potrzebujesz odpocząć?-zapytał tata podchodząc do nas.
-Nie,idziemy dalej.
-Etap 3.Etap Przemiany.
Szamanka kazała mi stanąć na skale w świetle księżyca.Dokładnie tak,żeby blask padał na mnie.
-Słuchaj uważnie.Musisz oczyścić umysł,myśleć jak wilk.Czuć jak wilk i zachowywać się jak wilk.
-Rozumiem.
-Spróbuj-odsunęła się.Zamknęłam oczy.Przez chwile słyszałam słowa wszystkich ludzi,ale później szum wiatru.Jakbym otworzyła oczy i była w górach,czułam te zapachy,to było niesamowite.Wiatr na moich włosach.Niechętnie otworzyłam oczy,nagle rozbłysło się światło i uniosłam się lekko do góry.Wpatrywałam się w nie.Moje ręce zmieniały się w łapy.Białe łapy.Wydłużyły się zęby.Z nie dowierzania dotknęłam ręce,a później zęby.Ręce,a raczej teraz łapy były w sierści,miękkiej i gęstej.Po chwili opadłam na ziemie.Wylądowałam na czterech łapach.Spojrzałam się w kałuże.Wyglądałam ślicznie.Cała na biało.Z niebieskimi oczami.
-Wyglądasz ślicznie-podbiegła do mnie mama.
-Dziękuje.Ale mamo ty jesteś brązowa,a ja biała.
-Tak czasami jest.
-Ale...-nie zdążyłam dokończyć,ponieważ przerwała mi szamanka.
-Etap ostatni.Etap Wycia.-mama się odsunęła.Teraz sama wiedziałam co mam zrobić.Podniosłam głowę go góry i zawyłam.Nie było to czyste wycie,ale jak na pierwszy raz dobrze.Za drugim razem dołączyli inni.Super to brzmiało.Byłam zachwycona.Przemieniłam się z powrotem w człowieka.


piątek, 16 stycznia 2015

Rozdział 1-Tuż przed przemianą

Już się nie mogę doczekać tego dnia ciekawe co będzie.Za dwa dni przemiana jupijeeeeee.
Siedziałam na parapecie patrząc na góry,nagle usłyszałam pukanie do drzwi,obróciłam się i zobaczyłam Sarę moja przyjaciółka.Jest starsza i zawsze się mną opiekuje.Ta jakby starsza siostra.
-No i jak podekscytowana?-zapytał podchodząc do mnie
-No pewnie i to jeszcze jak.-zeszłam z parapetu..
-Idziemy na skały?-zaproponowała.
-Jasne,zawsze-wybiegłyśmy z domu,w kilka minut dotarłyśmy.
Było to nasze sekretne miejsce w lesie.To wielkie skały,między którymi  płynął strumyk.


Weszłyśmy na szczyt i usiadłyśmy na krawędzi.Jak ja to uwielbiam.Jestem przyzwyczajona do wchodzenia na te wysokości.
-Już nie mogę się doczekać,niedługo będę częścią stada.-powiedziałam z podnieceniem w głosie.
-Już nią jesteś.-Sara sporzała na mnie.
-Ale nie do końca.
-Jak się urodziłaś wszyscy się cieszyli,że będą mieli przywódczynię.
-Jak?Przecież jest David.-zdziwiłam się,ona coś wie.
-Ale jak go nie będzie?
-No chyba wtedy.Ja nie chcę rządzić,chcę się bawić,biegać tu i tam.-wstałam i nachyliłam się,wiał we mnie wiatr,rozwiewając moje rozpuszczone włosy-Chcę zobaczyć kryształową jaskinię-w końcu to powiedziałam.
-Co?-po głosie Sary słychać było że jest zdziwiona.
-To jest moje marzenie-zamknęłam oczy i zaczęłam myśleć o tej jaskini.Wyobrażałam ją sobie w kryształach o kolorach tęczy,na suficie wisiały żyrandole z białych kamieni,a ma ścianach były ułożone obrazy.Pięknie to wszystko wyglądało.
-Nie możesz nas opuścić.Rodzice ci nie pozwolą.
-Jutro będę dorosła,będę mogła robić co chcę-ocknęłam się z moich marzeń
-Jesteś częścią stada.
-Wiem.

****
-Dobrze,że jesteś.Zaraz kolacja-powiedziała mama wyglądając z kuchni.
-Idę do pokoju-otworzyłam drzwi do pokoju i pierwsze co wyjęłam mój pamiętnik z pod łóżka i zaczęłam pisać.

                                                      
                         "Drogi pamiętniku''

''Już nie mogę się doczekać jutra.Nareszcie będę dorosła i zostanę prawdziwym wilkiem.Oby ceremonia przebiegła pomyślnie.Jestem już gotowa.Ciekawe jak to jest?''

-Elion choć na kolację-zawołała mnie mama.
-Już idę-odpowiedziałam i jeszcze dopisałam
''Idę na kolację,jeszcze wrócę...'' 
Odłożyłam pamiętnik na swoje miejsce i wyszłam z pokoju.W jadalni nie było nikogo tylko mama urzędowała w kuchni.Zajęłam miejsce.
-Jestem taka głodna-powiedziałam,gdy do jadalni weszła mama
-Wszyscy jesteśmy-odpowiedział mi David wchodząc do pomieszczenia.
-Cześć.-rzuciłam w jego stronę
-Hej kochana siostrzyczka-przytulił mnie-już jutro będziesz dorosła.-Jak ja nie znoszę jak on to robi.
-Wiem,wiem,ale teraz puść bo mnie dusisz.-zrobił to co powiedziałam.
-Sory-usiadł na krześle obok mnie
-Jak tam moja córeczka-tata poczochrał mnie po włosach.
-Tato nie jestem dzieckiem.
-Jeszcze jesteś.Chce się nacieszyć.Jutro to minie.
-Nadal będę twoją córką-przytuliłam się do niego-kocham cię.
-Ja ciebie też córcio-pocałował mnie w czubek głowy.
-A ja to co?-David udawał obrażonego.
-Ciebie też-tata wyciągnął ręce-nie to nie.
-Idę-przytulił się,jeszcze na koniec dołączyła mama.Rodzinny uścisk.To była rzadkość w tym domu.Tata jest zajęty przywódctwem,zawsze ją jakieś sprawy do załatwienia.Mama pomaga ludziom,a Dawid łazi z kolegami.
Rozłączyliśmy się i usiedliśmy do stołu.Mama nałożyła kolację.Makaron.
-Smacznego-powiedział tata.
-Dziękuję-zaczęłam jeść
Po zjedzenie posprzątałam i poszłam do pokoju,było już trochę późno,więc poszłam się kąpać,gdy wyszłam wyjęłam mój pamiętnik i dokończyłam 
''Nie będę dużo pisać ,idę spać,jutro ważny dzień,muszę się wyspać.Jutro wszystko napiszę'' 
odłożyłam pamiętnik,a następnie wpadłam w łóżko.


NASTĘPNY DZIEŃ

Obudziłam się o 10:00,wstałam i poszłam zrobić poranną toaletę,ubrałam się i poszłam się przejść.Wszyscy mnie witali i mówili ''Dzisiaj ten dzień'' albo ''Już nadszedł czas''
Przeszłam się do parku i z powrotem,jak wróciłam była już 11,więc postanowiłam posprzątać w pokoju.

******

Reszta dnia minęła szybko,nadszedł czas się szykować.Wyjęłam z szafy kremową sukienkę,którą mama kupiła mi na ten dzień.
Jasne szpilki pasowały do niej idealnie i podkreślały moje długie nogi.Włosy zostawiłam rozpuszczone tylko je lekko podkręciłam.Przejrzałam się ostatni raz w lustrze.Jeszcze mam 17 lat.

Wyszłam z pokoju a w salonie zobaczyłam rodziców.Byli elegancko ubrani,nawet był David.
-Ślicznie wyglądasz-powiedział tata,podeszłam do nich
-Dziękuję-uśmiechnęłam się.
-Tu coś dla ciebie-powiedział mama i wpięła mi lilie we włosy.Był to niebieski kwiat,zawsze kto przechodził przemianę miał taki kwiat na głowie.To była nasza tradycja.

 -Miałam ten kwiat we włosach w czasie pierwszej przemiany,chce żebyś ty też go nosiłam.Został znaleziony w górach,może przetrwać wiele lat.-powiedziała mama.
-Już czas-otworzył drzwi tata,wyszliśmy i rodzice zaczęli kierować się w stronę Świętej Góry.Na samym szczycie odbywała się przemiana,tyle tylko wiedziałam.Nikt nie mógł wchodzić na tę górę,to święte miejsce.Gdy wchodziliśmy był piękny widok na pełnie księżyca

piątek, 27 grudnia 2013

WSZYSTKO OD POCZĄTKU

Zacznijmy od początku mam na imię Megan.
Moi rodzice i starszy brat są wilkami.Ja jeszcze nim nie jestem,ale już za dwa dni przejdę przemianę.Tak strasznie się cieszę.Brat mi mówił,że jest kilka etapów,że jeden jest najbardziej bolesny.Mam nadzieję,że nie będzie bolało mocno.Mo ojciec jest przywódcą stada,a mama pomaga innym.
Kiedyś,to znaczy jak żyła moja babcia wlazłam z ciekawości na stary strych.Był od dawno nie używany i składowaliśmy w nim niepotrzebne rzeczy.Było tam pełno starych skrzyń,jakieś ubrania,ale mniejsza o to znalazłam tam starą księgę.Zniosłam ją na dół i wyczyściłam.Zaczęłam ją przeglądać i jeden szczególny tekst przykuł moją uwagę.
Od wielu wieków czekane jest przyjście na świat wybranki.Potomkini wilków górskich i pradawnej królowej Osi.Niebieski blask będzie dojrzewał do czasu pierwszej przemiany.Pół księżyc to znak od królowej.Wtedy stoczy walkę ze złem i czarną magią.Jednak słońce też ma znaczenie,to będzie pomoc.Ona ocali świat lub go zgubi.


Wzięłam ze sobą księgę i zapytałam się babci o co chodzi w tym fragmęcie,ale ona tylko odpowiedziała ,,To przepowiednia,dowiesz się co oznacza w swoim czasie,, 
To wszystko,a gdy rodzice dowiedzieli się,że ją znalazłam natychmiast zabrali mi ją.Już jej nie widziałam.
Ciekawe co oznacza.Mam nadzieję że się tego dowiem.

Zapomniałam wam jeszcze coś powiedzieć na nagdarstu mam znamię od urodzenia,jest to pół księżyc.

Więc witam w moim życiu.